IMG_1073

Eins-Cup 2017 za nami

13 maja w Chemnitz odbył się towarzyski turniej Eins-Cup 2017, który w kalendarzach niemieckich klubów widnieje jako próba generalna przed startem rozgrywek Blindenfussball-Bundesligi. Była to jednocześnie premierowa edycja pucharu z udziałem naszej drużyny, dla której był to pierwszy i prawdopodobnie ostatni test po jesienno-zimowym okresie przygotowawczym do startu najbogatszego w rozgrywki turniejowe i ligowe sezonu w historii naszego klubu.

Tegoroczne rozgrywki Eins-Cup były nie tylko wielkim testem dla zawodników i trenerów, ale również dla nowych zasad i sprzętu, które prawdopodobnie już niebawem staną się standardem na blind footballowych boiskach – mowa tu o większych bramkach oraz nowych piłkach, które testowane były podczas minionego weekendu przez ekipy z Niemiec, Czech oraz Polski.

Turniej w Chemnitz w pełni poświęcony został przez naszą drużynę na przetestowanie nowych wariantów taktycznych oraz graczy na pozycjach, na których do tej pory nie mieli okazji jeszcze występować.

NA POCZĄTEK Z HAMBURGIEM

Pierwsze spotkanie turnieju rozegraliśmy z ekipą FC St. Pauli – czołową drużyną Blindenfussball-Bundesligi, w której szeregach występują reprezentanci Niemiec. Pierwsza połowa spotkania zakończyła się bezbramkowym remisem. Nasza drużyna zagrała nieco z tyłu czekając na okazję do kontry. Druga ekipa poprzedniego sezonu rozgrywek ligi niemieckiej nie stworzyła sobie zbyt wielu klarownych okazji do zdobycia bramki dzięki kolektywowi w obronie.

Druga połowa spotkania zaczęła się szczęśliwie dla naszych rywali, którzy zdobyli bramkę z rzutu karnego podyktowanego po rzekomej interwencji naszego bramkarza poza wyznaczoną do tego strefą. Gol był niecodzienny, bowiem piłka zanim wpadła do siatki odbiła się od obu słupków.

Stracona bramka nie podłamała jednak naszej drużyny i w kolejnych minutach udało się nam wyprowadzić kilka groźnych ataków za sprawą ofensywnych roszad. Niestety to doświadczeni Niemcy, którzy zostali późniejszymi triumfatorami rozgrywek zdołali zdobyć bramkę na 2:0 po składnej akcji. Na kilka minut przed końcem nasz zespół zdołał zdobyć bramkę kontaktową –  Krzyszkowski przejął piłkę na naszej połowie, a następnie przedarł się z nią przez obronę rywali, którzy w ostatnich minutach meczu skupili się na defensywie.

Uderzenie w środek bramki nie było mocne, jednak sprawiło, iż piłka zmyliła bramkarza, który nie był przygotowany na taki strzał. Był to sygnał do podejścia wyżej, co zaowocowało kilkoma dogodnymi sytuacjami w wykonaniu Ryszki. Niestety, wynik do końca spotkania nie uległ zmianie choć okazji ku temu nie brakowało.

ONE MAN SHOW ARBITRA

Drugie spotkanie przyszło nam rozegrać z dobrze znanymi nam Czechami z Avoy MU Brno, z którymi widujemy się praktycznie na każdym turnieju. Od samego początku spotkania to nasz zespół dominował na boisku, co przyniosło efekt w postaci bardzo szybko zdobytej bramki za sprawą Ryszki. Przejęcie piłki w strefie środkowej, gubiący defensorów indywidualny rajd i potężne uderzenie pozwoliło nam cieszyć się z prowadzenia w spotkaniu. Kolejne minuty nie różniły się od pierwszych. Niestety nasza ofensywa nie była w stanie umieścić piłki w siatce więcej niż raz i na przerwę schodziliśmy z jednobramkowym prowadzeniem.

Początek drugiej połowy spotkania zaczął się korzystniej dla graczy z Brna, którzy zabrali się do odrabiania strat, jednak nie byli w stanie wywalczyć niczego więcej oprócz rożnych, które nie były dla nas żadnym zagrożeniem. Kiedy wydawało się, że czeska nawałnica mija do głosu zaczął dochodzić gwizdek arbitra, który rozbrzmiewał w conajmniej niezrozumiałych sytuacjach. Najpierw sędzie usunął z boiska Marcina za rzekome cztery przewinienia, a następnie w samej końcówce meczu odgwizdał trzy rzuty karne przeciwko naszej drużynie, które dały Avoy prowadzenie 2:1. Mówiąc bez cienia przesady –  przegraliśmy z arbitrem.

MECZ Z GOSPODARZAMI

Trzecim rozegranym przez nas spotkaniem był mecz z groźnymi gospodarzami z Chemnitz, z którymi rozegraliśmy bardzo otwarte spotkanie, w którym nie brakowało okazji do zdobycia bramki dla obu ekip. Pierwsza połowa spotkania zakończyła się remisem 1:1. Tuż przed przerwą remis dało trafienie Ryszki, który przyjął zagraną ze strefy obrony piłkę, oszukał obronę rywali i pokonał bramkarza.

Druga połowa spotkania była niezwykle dynamiczna. Niestety, była też szczęśliwsza dla Chemnitz, które wykorzystało zamieszanie w obronie przy bramce na 2:1 oraz perfekcyjnie wykonało rzut rożny, który ustalił wynik spotkania na 3:1.

TRZY PUNKTY Z BERLINEM

Na zakończenie turnieju przyszło nam zmierzyć się z zespołem, w którego składzie występowali gracze z Berlina i Monachium. Z powodu kłopotów organizacyjnych mecz został skrócony i rozegraliśmy jedynie jedną połowę, w której totalnie zdominowaliśmy niemiecką drużynę. Od pierwszej do ostatniej minuty gra toczyła się na połowie rywali. Liczne próby nie kończyły się jednak celnymi trafieniami. Wynik spotkania, który jednocześnie okazał się rezultatem ostatecznym, otworzył Ryszka strzałem z dystansu, który zaskoczył absolutnie wszystkich. Po bramce obraz gry nie uległ zmianie. Jednobramkowe zwycięstwo naszej ekipy było najniższym możliwym wymiarem kary dla boiskowych rywali.

SŁODKO-GORZKIE ODCZUCIA

Mimo wyników, które nie wyglądają najkorzystniej możemy mieć pełne prawo czuć się zwycięzcami. Zrealizowaliśmy bowiem wszystkie z naszych założeń i przekonaliśmy się, że nasza kadra to wartościowi gracze, którzy są wstanie odnaleźć się w nowych rolach i powalczyć jak równy z równym, z doświadczonymi i utytułowanymi rywalami. Jest to bez wątpienia bardzo optymistyczny prognostyk przed nadchodzącymi turniejami.

Niestety, choć sami nie jesteśmy zwolennikami tego typu komentarzy, nie bylibyśmy sobą bez odniesienia się do pracy arbitrów, którzy w każdym meczu podejmowali krzywdzące nas decyzje, przez które straciliśmy conajmniej trzy punkty, a zatem i trzecie miejsce. Nie będziemy rozwijać tej myśli, bowiem dla nas najważniejsza jest gra w piłkę, a nie ocenianie pracy osób trzecich. Jesteśmy jednak przekonani, że sam Pan Sławek z Ligi+Extra nie byłby w stanie uwierzyć w to czego doświadczyliśmy na własnej skórze. Pozostaje nam mieć nadzieję, że następnym razem zwycięży tylko football.